To uczucie, kiedy czujesz się zapchajdziurą czyjegoś wolnego czasu. Uczucie, kiedy bliscy nie znajdują chwili dla Ciebie, choć jesteś w potrzebie. Gdy jesteś na rodzinnym obiedzie, wyrywając sobie włosy z głowy, bo rozmowy toczą się jedynie wokół remontu Ich mieszkania. Gdy kręci ci się łza w oku przypominając o wyjściu do knajpy i słysząc od Niej pytanie, po co niby ma się tam zjawić. Och, no zapomniała, że to spóźnione moje urodzinowe wyjście. Pęknięcie kolejnej synapsy w mózgu, gdy próbujesz coś powiedzieć, a zostajesz zagłuszona kolejnym rozważaniem nad wyborem czegoś do remontu. I w międzyczasie sobie uzmysławiasz, że zostałaś sama. Nawet rodzina cię opuściła. Nie masz Siostry już od dłuższego czasu, nie łączy cię z Nią większa więź. Powoli oddala się Ojciec, bo gdy proponujesz wspólne wyjście do kina dostajesz w odpowiedzi bezduszne "Nie". Nikt nie wie, że w głębi duszy cierpisz. Cierpisz, bo wiesz, że coś utraciłaś. Utraciłaś coś co było waszą wspólną pasją, coś...
Umysł mam dość zawiły, do tej pory łapię się na gonitwie myśli, które ostatecznie są pułapką. Jak inaczej nazwać to, że myśli o czymś przyjemnym zamieniają się w koszmar i obsesyjne myślenie? Wyskakują mi reklamy hoteli dostępnych na Booking w koncepcji ferii zimowych. Wchodzę w tajemną lokalizację i znajduję Tajlandię. Przypominam sobie o koleżance, która lecąc do Tajlandii miała przesiadkę w Dubaju. I bam! Ta sama koleżanka z pracy poinformowała mnie o jeszcze większym problemie wynikającym z mojego niby błahego problemu w pracy. W konsekwencji w poniedziałek czeka mnie dużo kreatywnej twórczości, pisania wyjaśnień itp. Co robi mój umysł? Myśli już o formule notatki, słowach, które tam zamieszczę. Po co?! Jest sobota! Weekend! ODPUŚĆ i ciesz się weekendem.
Komentarze
Prześlij komentarz